Wywiad z Prezydentem IFK - Hanshi Steve Arneil'em 8 Dan

  Piotr Szeligowski - Wydaje się, że po śmierci Masutatsu Oyama w 1994 roku   Organizacja Kyokushinkai Karate w skali całego globu przeżywa kryzys i   wiele na to wskazuje, że nie przetrwa ona w dotychczasowym kształcie.   Jakie były pańskie powody odejścia z International Kyokushinkai   Organization?

  Steve Arneil - Po złożeniu rezygnacji ze sprawowania funkcji prezydenta   Europejskiej Organizacji Kyokushinkai w Szwajcarii w 1991 roku napisałem list   do Sosai Masutatsu Oyama, w którym przedstawiłem przyczyny mojej rezygnacji.   Nie mogłem pogodzić się ze sposobem w jaki Europejska Organizacja była   traktowana i z regułami, których mieliśmy przestrzegać. Niedługo później w maju   1991 roku podczas Mistrzostw Europy w Saragossie nie uwzględniając żadnych   głosów Europejskich przedstawicieli narzucono Europejskiej Organizacji nowe   reguły organizacyjne, które uderzały w tożsamość i jedność organizacji   narodowych i kontynentalnych. Następnie skoncentrowałem się na pracy w   British Karate Kyokushinkai, której byłem i jestem prezydentem, ale przez cały   czas otrzymywałem wiele listów i telefonów od ludzi, którzy podobnie jak ja   utracili międzynarodowe więzi i kontakty. Wtedy zdecydowałem się tworzyć   międzynarodową organizację - IFK - dla ludzi, którzy byli w tej samej sytuacji co   ja i chcieli działać wspólnie.

  P.S. - Jest Pan uczniem Masutatsu Oyama, który jako pierwszy przeszedł   test walk ze stoma przeciwnikami non stop, czy karate w IFK różni się od   tego czemu hołdował Pan i robił wcześniej?

  S.A. - Osobiście uważam, że urodziłem się i ukształtowałem jako człowiek   Kyokushin Karate i chcę uczyć Kyokushinkai takie jakie poznałem w Japonii   podczas mojego pobytu w latach 1962-65 w Tokyo. To co mogę zrobić to   wykorzystać wiedzę sportową, medyczną i techniczną aby udoskonalić karate.   Jednak podstawy naszego karate są te same jakich nauczał Sosai Masutatsu   Oyama w zakresie podstawowych technik i kata.

  P.S. - Co Międzynarodowa Federacja Karate (IFK) proponuje ćwiczącym   karate, jakie cele przed sobą stawia, jak zamierza je realizować?

  S.A. - Jako prezydent IFK staram się kierować zasadami które wpoił mi   Masutatsu Oyama i kierować organizacją w taki sposób jak on to robił, to znaczy   kierować się zasadami szacunku i grzeczności do każdego człowieka. Chcę   tworzyć organizację, do której wszyscy będą należeć i nikt nie będzie podlegał   żadnemu dyktatowi. Podstawową sprawą jest wysoki standard karate, który   będzie najlepszą wizytówką organizacji szanowaną przez innych. Pragnę   organizować turnieje w ramach IFK, które otwarte będą dla wszystkich innych   stylów karate, turnieje których poziom organizacyjny i sędziowanie będą wzorem   dla wszystkich. Bardzo ważną rzeczą jest aby wysoki standard karate, który   istnieje już w IFK opierał się o te same solidne podstawy, dlatego też wszyscy,   którzy zdają egzaminy na stopnie Dan i Kyu zdają na całym świecie w ten sam   sposób, według jednakowych zasad. Dbam również o to, aby każdy otrzymywał   pełną informację, która dostępna jest dla wszystkich na całym świecie. Wszyscy   muszą wiedzieć czym organizacja żyje, co się dzieje. Nie może być żadnych   tajemnic. Jeśli cokolwiek zmieniamy daję pełną informację dla wszystkich nie   tylko dla wybranych. Ta zasada działa w organizacji i jak można przypuszczać   sprawdza się.

  P.S. - W jakim kierunku IFK będzie się rozwijać, czy sądzi Pan, że uda mu się   stworzyć organizację, która rzeczywiście będzie realizowała swoje szczytne   założone cele?

  S.A. - Jako założyciel i prezydent IFK dbam o to, aby organizacja rozwijała się   prawidłowo. W miarę upływu czasu chciałbym stworzyć strukturę, gdzie   prezydent IFK będzie demokratycznie wybierany, gdyż w tej chwili jako założyciel   Federacji posiadam akceptację krajów członkowskich i uznanie mojej obecnej   funkcji. Dzieje się tak, gdyż musiałem uruchomić nowy mechanizm i dlatego   automatycznie stanąłem na jego czele. Uważam, że rozwój organizacji musi być   powolny i ostrożny, gdyż chciałbym uniknąć błędów, które miały miejsce w   przeszłości w innych organizacjach. W tej chwili raz do roku organizujemy   zebranie wszystkich przedstawicieli krajowych, gdzie podsumowujemy roczną   działalność, dyskutujemy i podejmujemy wspólnie organizacyjne decyzje. IFK   jest organizacją młodą i gdy się rozwiniemy jestem pewien, że udoskonalimy   się organizacyjnie.

  P.S. - Czy sądzi Pan, że karate może zostać w najbliższym czasie sportem   olimpijskim?

  S.A. - Istnieje w chwili obecnej tak wiele szkół, stylów, organizacji karate, za   którymi stoi mnogość kultur i filozofii, że ustalenie wspólnych reguł dla   wszystkich to utopia. W naszym kręgu istnieje wiele organizacji Knockdown   Karate, ale z drugiej strony nie oznacza to, że nie współdziałamy między sobą.   Akceptując nawzajem swoje reguły współpracujemy między sobą, startując w   zawodach. Uważam, że szanse aby karate zostało dopuszczone jako dyscyplina   do rozgrywek olimpijskich są nikłe z powodów, które wymieniłem. Nie jest to   możliwe za naszego życia, zważywszy, że nic nie dzieje się bez akceptacji MKOl.   Uważam, że byłoby piękną rzeczą, aby cały ruch karate się zjednoczył. Z drugiej   strony myślę, że nie ma to dla karate istotniejszego znaczenia. Jeśli karate nie   będzie dyscypliną olimpijską nie oznacza to, że nie możemy organizować   zawodów na olimpijskim poziomie.

Samurai 1/10/97

  Rozmowa z Masutatsu Oyamą
  Prezydentem Światowej Organizacji Kyokushinkai
  
  MOJE KARATE

   - Panie Oyama, dla nas, ludzi kultury Zachodu, sztuka karate nadal pozostaje      tajemnicą. Mówi się, co prawda, o filozoficzno-duchowych aspektach tej     dyscypliny, ale wszystko to jest zbyt enigmatyczne. Patrząc na walczących     karateków, trudno odgadnąć idee sztuki walki, której jest pan twórcą. Dlaczego     Kyokushin tak wielki nacisk kładzie na walkę kontaktową?

  - Rozumiem, że pyta pan, dlaczego walczymy. Proszę mi wskazać miejsce na     mapie świata, które wolne jest od walk. Człowiek toczy boje na wszystkich     płaszczyznach, od niskich pobudek osobistych do wzniosłych ideałów. I     wszędzie stara się wygrać, w większości za wszelką cenę. Trudno byłoby     zresztą wyobrazić sobie życie, czy wręcz całą historię ludzkości, bez elementu     walki. Jednakże, bez względu na siłę rywala, ostateczne zwycięstwo zawsze     przypadnie temu, kto walczy w słusznej sprawie. Jestem o tym przekonany.     Karate jest   sztuką militarną, a więc walką zgodną z kodeksem samurajskim     Bushido. Nie   można jednak karate rozpatrywać w kategoriach pojedynku     pomiędzy dwojgiem i   więcej ludźmi, bo byłoby to straszliwe spłycanie tematu.     Zawsze powtarzam, że o   ile rozwój fizyczny jest początkiem sztuki pustej ręki     (kara-te w języku japońskim   oznacza pustą rękę - przyp. red.), to rozwój     duchowy jest jej celem ostatecznym.   Karate Kyokushin stara się zaszczepić     uczniom ideał sprawiedliwości i wiarę umożliwiającą zdecydowaną postawę     wobec irracjonalnego gwałtu i przerostu władzy jakie obecnie panują na     świecie.

  Młodzi ludzie powinni bowiem odnaleźć w sobie siłę do opierania się niewoli   pieniądza, służalczości wobec władzy i uginaniu się przed przemocą.

  Kyokushin za największą siłę człowieka uważa cnotę. Jednak żeby potrafić cnotą   przeciwstawiać się złu, trzeba mieć w sobie odwagę. Strach jest przyczyną wielu   porażek, ale utrata odwagi jest równa wyzbyciu się własnego ego. Na podstawie   własnych doświadczeń wiem, że odwagę można hartować tylko w walce i   stawiając czoło przeciwnościom losu. Nie mam tutaj na myśli walk   zagrażających życiu, które toczyłem wielokrotnie z kilkusetkilogramowymi   bykami. Chodzi mi o walkę prowadzoną przez każdego człowieka w codziennym   życiu. Przecież tak wielu ludzi ucieka w alkoholizm i narkomanię nie odnajdując   w sobie odwagi. Oni nigdy nie stawali do prawdziwej walki. Rzecz jasna każdy z   nas przeżywa chwile tchórzostwa. Każdy z nas boi się przegranej, boi się   śmierci. Pozostawanie w tyle jest jednak sposobem na tchórzostwo dożywotnie. 

  - Wspomniał pan o cnocie. W konfucjańskich "Analektach" powiada się, że     człowiek dbający o dobro ogółu, którego dążenia zmierzają ku cnocie     doskonałej, nie czyni nic przeciwko cnocie, ale jest gotów oddać za nią życie.     Jest pan bohaterem narodowym Japonii, cieszącym się powszechną estymą i     uważanym za filozofa. Na czym więc, według pana, opiera się to konfucjańskie     stwierdzenie?

  - Człowiekiem prawdziwie dbającym o dobro ogółu jest ten, kto bazując na      potężnym pragnieniu wzbierającym z dna duszy, zmierza do doskonałej      prawości. Dążenia takiego człowieka walczą z powierzchownymi pragnieniami      i starają się zapanować nad jego namiętnościami. Dlatego też dążenia muszą      być czyste i pozbawione egoizmu. Nie mają nic wspólnego z prymitywnymi      pragnieniami bogactwa, przyjemności czy popularności. Wiadomo jednak, że      takie pragnienia nie są obce nikomu.

  Spoglądając wstecz na moje życie widzę, iż czasem i ja poddawałem się   takim płytkim pragnieniom. Ale nigdy nie porzuciłem do końca swoich dążeń.

  To właśnie dzięki nim mogłem się wstydzić własnej nierozwagi, upadków i   zaniedbań. Ponieważ dążenia pochodzą z głębi duszy, są one duchowymi   nakazami przenikającymi całe ludzkie życie. Pozwalają jednostce zapłacić za nie   najwyższą cenę.

  - Sądzę, że nie mówi pan tego tylko w kontekście swoich dążeń do   popularyzacji Kyokushinkai na całym świecie, ale życia w ogóle. Był pan   przecież w oddziale kamikadze podczas drugiej wojny światowej.

  - Oczywiście. Gdy byłem dzieckiem, uczono nas żyć tak, abyśmy nigdy nie      wstydzili się wobec rodziny, nauczycieli czy przyjaciół. Dzisiaj nie uczy się dzieci      podobnych rzeczy i zastanawiam się, co poczną bez takich nauk. Czy dzisiejszy      sposób nauczania, który skłania się nadto ku egalitaryzmowi, egalitaryzmowi a      nie zaszczepia dość mocnego ducha, może pomóc młodzieży w obraniu celów      i podjęciu decyzji, kim chce w życiu zostać?

  - Od czasów pana młodości warunki społeczne uległy jednak zmianie, w tym      także filozofia życia wielu ludzi. Żaden człowiek, który nie przeżył wojny, nie      myśli nawet o oddawaniu życia za ojczyznę. Pewne wartości pod wieloma      względami stały się niemodne.

  - W społeczeństwie obdarzonym pokojem dzisiejsza edukacja może wystarczyć.      Młody człowiek może sobie poradzić bez innych nauk. Znajdzie pracę, ożeni się      i założy rodzinę.

  Ale czy to rzeczywiście wystarczy? Czy życie ludzkie bez ideałów może   zadowolić? Moim zdaniem, takie życie jest w gruncie rzeczy   bezwartościowe. Łatwizna - to móc zawsze mieć to, czego się pragnie - jest   drogą do upadku.

  Kiedy zgłosiłem się do służby specjalnej, ataków samobójczych, zawarto Układ   Poczdamski i nadano cesarski komunikat o kapitulacji. Łkałem. Kraj, za który   byłem gotów oddać życie, został pokonany zanim przyszło mi odegrać swoją   rolę. Nie żałuję jednak swej młodości. Jestem szczęśliwy, że miałem coś, co   mogłem kochać całą swą istotą i współczuję młodym ludziom, dla których tak   wielkie ryzyko już nie istnieje. Wielu z nich, nie wiedząc co zrobić ze swoją   bezcenną młodością, oddaje się po prostu zaspokajaniu przyziemnych   pragnień. Człowiek bez dążeń przypomina okręt bez steru albo konia bez uzdy.   Wielu takich ludzi żyje w naszym społeczeństwie. Trzeba pamiętać, że dążenia   konsekwentnie porządkują życie.

  - W ostatnich latach ogromną karierę w wielu krajach kultury zachodniej robi      wszystko to, co przepojone jest duchem Dalekiego Wschodu. Jednak w opinii      ekspertów człowiek spoza regionu azjatyckiego nie jest w stanie zgłębić      ducha filozofii dalekowschodniej. Na przykład systemu Zen, będącego      nieodłącznym elementem sztuki karate. Oznaczałoby to, że karate ćwiczone      w Polsce czy Stanach Zjednoczonych nie jest tą samą sztuką walki, którą      uprawia się w Japonii albo Chinach. Jakie jest pana zdanie na ten temat?

  - Mylą się ci, którzy twierdzą, że Zen jest jakąś sztuką mistyczną dostępną tylko      dla wybranych. Zen jest w każdym i każdego otacza. W tym systemie nie chodzi      o nację, wykształcenie czy poziom rozwoju duchowego. Zen jest dostępny dla      wszystkich ludzi. Trzeba tylko obrać właściwą drogę. Jak długo umysł jest      jasny a człowiek znajduje się w stanie psychicznej jedności oraz utożsamia się      z tym, co robi, można osiągnąć stan Zen. I to w każdej czynności: jedzeniu,      pracy biurowej, czytaniu, czy naprawie samochodu. Bez względu na miejsce      przebywania.

  Wielkość Zen zasadza się właśnie na jego dostępności. Jest on całkowitym   zjednoczeniem ciała, ducha i intencji. Tego rodzaju zjednoczenie jest jedyną   drogą do osiągnięcia doskonałości i harmonii z wszechświatem.

  Często ludzie pytają mnie, czym jest Zen. Zawsze odpowiadam, że Zen to karate.   A kiedy po tej odpowiedzi w ich oczach dostrzegam zdziwienie, mówię: "Proszę   od razu wykonać jakieś techniki karate w stanie szczerości i czystych intencji,   przy totalnym zjednoczeniu duchowym. Jeśli to zrobicie, przeciwnik przestanie   dla was istnieć, zatrze się rozróżnienie pomiędzy wrogiem a sprzymierzeńcem,   wygrana i przegrana przestaną mieć znaczenie".

  - Myślę, że pańska wypowiedź nadal pozostawia pewną lukę w rozumieniu     zagadnień związanych z Zen.

  - Może. Trzeba jednak pamiętać, że człowiek nie zrozumie istoty Zen, jeżeli nie     będzie go praktykował. Wszystko wymaga pracy i cierpliwości.

- Japonia, której jest pan obywatelem, to kraj wysoko rozwinięty pod każdym    względem. Oglądając reportaże telewizyjne albo czytając na temat życia w    Kraju Kwitnącej Wiśni, nie można oprzeć się wrażeniu, iż duch samurajski w    narodzie japońskim jakby zamierał. Nazywa się pana "Ostatnim Samurajem".    Jakie jest więc pańskie zdanie na temat współczesnej Japonii?

  - Japonia jest najbardziej żałosnym krajem po Stanach Zjednoczonych. Wraz z      zakończeniem drugiej wojny światowej naród japoński przejął z Północnej      Ameryki nie tylko zasoby materialne, ale także indywidualizm i pogoń za      pieniądzem.

  Amerykanizacja postaw wobec spraw codziennych i życia w ogóle, uczyniła z   mojej ojczyzny kraj barbarzyński. I chociaż Stany Zjednoczone i Japonia   wydają się kwitnąć, w gruncie rzeczy cofają się.

  -Co jest przyczyną owego cofania się?

  - Brak uprzejmości i codziennego rytuału.

  - Czy właśnie cechę uprzejmości wpaja pan swoim uczniom?

  - Konfucjusz, który jest niewątpliwie jednym z największych filozofów wszech     czasów, powiedział, że to właśnie uprzejmość i szacunek wobec drugiej osoby     pozwalają wyższej cywilizacji panować nad barbarzyńcami. Powiedział też, że     człowiek, któremu obce są rytuały i uprzejme gesty, nie może mieć nadziei na     powodzenie w życiu. Z kolei w "Tso-chuan", komentarzu do "Annałów Wiosen i     Jesieni", jednego z najsłynniejszych dzieł klasyki chińskiej, powiada się, iż     rytuał jest zarządem niebios, sprawą ziemi i działaniem ludzi. Uprzejmość w     najgłębszym sensie jest bezinteresowną troską o dobrobyt oraz fizyczny i     duchowy komfort drugiego człowieka. Wiedza i uprzejmość jeszcze bardziej     istotne są dla ludzi karate. Ponieważ zdaję sobie z tego sprawę, uczyniłem     karate Kyokushin słynne na całym świecie. Nie tylko dzięki jego potędze i     rygorom treningowym, ale także dzięki szacunkowi dla ogólnie przyjętej     uprzejmości. Instruktor musi posiadać absolutną władzę w sprawach karate,     ale także jest zobowiązany szanować swych uczniów, jeśli chce zasłużyć na     szacunek do którego uprawnia go jego pozycja. Moje motto brzmi: sztuki walki     zaczynają się i kończą na uprzejmości, a maniery muszą być nienaganne. Tego     nauczam na sali treningowej.

  - Nie zawsze chyba nauka ta zostaje odebrana, skoro od czasu do czasu     słychać o różnych wybrykach w wykonaniu karateków.

  - Prawda ta jest rzeczą bardzo przykrą. Neofita karate jest jeszcze za słaby, aby     zmierzyć się z bardziej zdolnymi kolegami na sali. Wydaje mu się jednak, że     może coś pokazać ludziom nie wtajemniczonym.

  I rzeczywiście, zdarza się, iż osoby, które "liznęły" nieco karate, prowokują i   zastraszają. Chuligani nigdy nie zostaną jednak mistrzami sztuk walki. Ci,   którzy zbyt mocno polegają na własnej sile, zwykle gubią się.

  Potem w ich życiu przychodzi kolej na alkohol i kobiety. Jeśli bowiem ktoś straci z   oczu swą drogę, utraci również spokój wewnętrzny, który można uzyskać tylko   dzięki bezinteresownemu podążaniu drogą godną człowieka. Gwałt ze strony   karateki jest bardziej przerażający i wywołuje większą nienawiść niż można to   sobie wyobrazić. A nikt nie poświęca się przecież sztukom walki, aby być   znienawidzonym. Prawdziwy adept tych sztuk nie odczuwa potrzeby popisywania   się, a zastraszanie innych uważa za haniebne. Siła, nawet największa - nie   przyniesie powodzenia, jeśli nie będzie towarzyszyć jej uprzejmość i   przestrzeganie zasad etycznych.

  - Swoje życie poświęcił pan sztuce karate. Kiedy podjął pan decyzje o wyborze     takiej drogi i czy istniały jakieś szczególne okoliczności, które na nią     wpłynęły?

  - Karate trenowałem już bardzo intensywnie w wieku trzynastu lat. Shodan     uzyskałem w piętnastym roku życia, a drugi dan trzy lata później. Zawsze     inspirowało mnie pragnienie aby stać się równie silnym i odważnym jak słynny     szermierz japoński Miyamoto Musashi. Jednak decyzję o całkowitym     poświęceniu się karate podjąłem dopiero w wieku lat dwudziestu.

  Byłem wtedy całkowicie rozbity klęską wojenną Japonii. Zdarzyło się, że ze   wściekłości i bezsilności pobiłem dwóch żołnierzy amerykańskich. Chciałem   pokazać, że przynajmniej ja nie poddałem się Amerykanom. Tym niemniej   byłem winny napadu i myśl ta była dla mnie nie do zniesienia. Niedługo potem   aresztowano mnie i trafiłem na pół roku do więzienia.

  Było to z rozkazu kwatery głównej Wojsk Okupacyjnych. W odosobnieniu   zastanawiałem się, co ze mną będzie, gdzie podziały się moje młodzieńcze   ideały. I wtedy dostałem od kogoś biografię Miyamoto Musashiego pióra Eiji   Yoshikawy. W jednym z fragmentów Musashi strofowany przez Tokua Soho, który   tłumaczy młodzieńcowi, że powinien swą siłę spożytkować dla dobra innych   ludzi i wstydzić się, iż będąc istota ludzką, żył dotychczas jak dzikie zwierzę.   Czułem, że ustami Tokuana przemawia do mnie Yoshikawa. Jakiś wewnętrzny   głos mówił do mnie: "Użyj swej siły dla dobra innych ludzi". Wtedy też wyglądając   przez więzienne kraty powziąłem decyzję o poświęceniu się karate.

  - Zamiar ten zrealizował pan niczym buddyjski mnich udając się samotnie w     góry na kilkumiesięczny trening. Dla wielu ludzi taka postawa zasługuje na     miano dziwactwa.

  - Zdarza się, że pełne oddanie jednej sprawie przysparza ludziom nieco dziwnej     reputacji. Newtona uważano za dziwaka, ponieważ pochłonięty badaniami     zapominał jeść i spać, chował zegarek w słojach z maściami, a nawet zjadł,     jako gotowane, surowe jajko, które po prostu przez chwilę trzymał w ręce.     Japoński naukowiec Hideyo Noguchi spędzał dni i noce w laboratorium, a w     kieszeni nosił myszy, z którymi rozmawiał. Jego też, podobnie jak innych     wynalazców i naukowców, uważano za szaleńca. Gdy zszedłem z gór i na mnie     spoglądano dziwnym okiem. Dzieci pokazywały mnie palcami i nazywały     wariatem. Wielu przyjaciół odwróciło się ode mnie. Mówili: "Co to za pomysł     żeby żyć w górach i trenować przez cały dzień? Przecież nie zarobisz ani     grosza".

  - Okres samotnego przebywania w górach, obok licznych walk z bykami i     przedstawicielami innych dyscyplin walki, wykreował pana nie tylko na     człowieka o ogromnej sile fizycznej, ale także wielkiej mocy ducha. Jakich     uczuć doznaje człowiek, gdy z własnej woli odcina się od świata tętniącego     życiem innych ludzi?

  - Przerażającym było uczucie samotności. Musiałem wynaleźć sposób, który     zniechęciłby mnie do zejścia z gór w poszukiwaniu towarzystwa. Metoda była     prosta. Goliłem sobie jedną brew. Efekt był dziwny. Gdy spojrzałem w odbicie     mojej twarzy w lustrze wody, widziałem jakiegoś potwora. Oczywiście     zdawałem sobie sprawę, że tak wyglądając nie mogę pojawić się wśród ludzi.     Brew odrastała po trzech miesiącach. Musiałem więc golić ją ponownie.     Miałem także inne sposoby. Na przykład zanurzałem się w wodospadach     wezbranych    zimną, deszczową wodą. Czasem miewałem halucynacje.     Szelest liści na wietrze albo szczebiot ptaków brałem za głosy ludzkie. Jednak     świadomość, że w pobliżu są jakieś ciepłokrwiste, oddychające istoty     dodawała mi otuchy. W poczuciu izolacji dochodzą w człowieku do głosu     niższe instynkty. W takich przypadkach z samotnością można walczyć tylko na     dwa sposoby: opuścić miejsce przebywania albo użyć koncentracji duchowej     do walki z samym sobą.

  - Filozofia Kyokushinkai czy pana pustelniczy tryb życia tworzą z drogi karate     drogę bogów. Zgodzi się pan chyba ze mną, że takie idealistyczne podejście     jest sprawą mocno przesadzoną, szczególnie przy dzisiejszym     konsumpcyjnym, a nawet hedonistycznym podejściu do życia. Każdy człowiek     ma swoje potrzeby, którym chcąc nie chcąc ulega.

  - Istoty ludzkie nie mogą być zupełnie czyste, bez względu na surowość ascezy     czy ograniczenia diety. Śmierć prowadzi do jakiejś formy czystości, ale     ponaglenie jej trudno nazwać czymś moralnym. Każdy człowiek powinien     pozwolić sobie na zaspokajanie koniecznych potrzeb dopuszczalnych przez     zwyczaje i prawo w myśl zasad moralnych.

  Obywanie się bez tych rzeczy oznacza, iż człowiek jest nienormalny. Każdy,   nawet w ubóstwie, jest w stanie przecież zrozumieć czym jest uprzejmość.   Najważniejszym obowiązkiem człowieka jest działalność na rzecz innych   ludzi.

  Ludzie powinni szanować bóstwa i starać się swoim życiem zbliżać do ideałów,   ale sami bóstwami stać się nie mogą. Nie da się całkowicie wyeliminować   pewnych instynktów, które nami kierują, oczywiście tych złych, lecz wszyscy   jesteśmy zobowiązani do ograniczania własnych żądz dla dobra całej ludzkości.

  - Karate Kyokushin słynie z bardzo rygorystycznie przestrzeganych zasad     stopni w hierarchii wtajemniczenia. W innych dalekowschodnich systemach     znane są wypadki, kiedy jakaś osoba podczas jednego egzaminu zdobywa     kilka stopni mistrzowskich. Skąd ten rygor?

  - Żądza sukcesu panująca w dzisiejszym świecie i władza pieniądza sprawiają,     że za odpowiednią opłatą można stać się "mistrzem na papierze" w mgnieniu     oka. Jest to niesmaczne. Coś takiego byłoby nie do pomyślenia w przeszłości,     kiedy trzeba było dziesięciu czy nawet dziesiątków lat treningu, aby można było     otrzymać stopień mistrzowski z rąk instruktora. W sztukach walki nie chodzi o     stopień wypisany na papierze, ale o to by ich idee stały się integralną częścią     ćwiczącego. Po dziesięciu i więcej latach nie są istotne błyskawiczne awanse i     kwieciste dyplomy. Karateka ćwiczy dla siebie, a nie dla stopni i uznania.     Nakazałem przestrzegać tej zasady.

  - Miał pan kilku uczniów, którzy zdradzili. Przykładem może być pewien     Koreańczyk, tak bardzo wpatrzony w pańską osobę, że nawet przybrał     nazwisko Oyama. Teraz człowiek ten żyje w Stanach Zjednoczonych i w     otwartej przez siebie szkole naucza stylu o nazwie Oyama karate. Z tego co     wiadomo, nie wiedzie mu się jednak zbyt dobrze. Chciałbym zapytać, co pan     czuł, kiedy pana zdradzano?

  - Ból, jakiego doznawałem, wiele mnie nauczył. Cierpienie oczywiście nasuwało     pytania, dlaczego uczyłem, kochałem i chroniłem taką osobę. Bardzo możliwe,     że potrafiłbym takiego człowieka zgnieść. Ogarnia mnie jednak smutek. Nic nie     daje pogoń za istotą ludzką, która zdradziła, a co dobrego może przynieść jej     zniszczenie? Wszyscy znamy historię Juliusza Cezara i zdradę dokonaną przez     jego przyjaciela i ewentualnego następcę - Brutusa. Brutus w końcu popełnia     samobójstwo, bo chociaż oszukany cierpi, zdrajcy też często nie wiedzie się     dobrze. Znam kilka takich przypadków.

  Zdradę rodzi pragnienie bogactwa i sławy, ale ludzie dowiedziawszy się o   niej, zwykle odwracają się od zdrajcy. Kara społeczna dosięgnie zawsze   zdrajcę w jakiejś formie.

  I zazwyczaj, gdy kara zostanie wymierzona, jest zbyt późno aby naprawić   sytuację. Życie obarczyło mnie wieloma dobrymi przyjaciółmi. Trafiły mi się też   niefortunne związki. Lecz te, gdy spoglądam w przeszłość, wydają mi się   zesłanymi przez Niebiosa. Umożliwiły mi rozwój i dodały sił. Bliskich przyjaciół   trzeba sobie wyszukiwać z wielką dbałością.

  - Karate powstało przed setkami lat, w zupełnie innych warunkach i     społecznościach. Jaki jest współczesny sens tej sztuki walki?

  - Zanim podejmę ten istotny temat, chciałbym zaznaczyć, że to nie filmy - jak     wielu sądzi - stały się głównym motorem popularności karate, ale siła jaką ta     sztuka walki przedstawia. Każdy człowiek tęskni za siłą i raczej nie za siłą     fizyczną, ale siłą psychiki. Karate jest tak ogromnie popularne ponieważ     przedstawia ono powrót do idei siły na rzecz ochrony i dobra ludzkości, a     odwrót od siły służącej podbojom i zniszczeniom. Karateka musi być silny, ale     nie wojowniczy. I taki jest głębszy sens tej sztuki walki. Trudno zaprzeczyć     mistycznemu charakterowi karate, który jest widoczny w podziwu godnych     wyczynach przedstawicieli tej dyscypliny. Wszystko to jest otwarte, oczywiste i     nie ma nic wspólnego z tajemniczymi praktykami. Moc Kyokushin tkwi w     cierpliwości i wytrwałości w ćwiczeniach. W erze wojny nuklearnej,     komputeryzacji uzbrojenia oraz krwawych wojen ludzie oddają się treningowi     karate, aby odbudować godność istoty ludzkiej i obronić siebie przed     bezradnością wobec gwałtu. Droga karate jest drogą do Niebios.

  - Sztuką karate zafascynowani są przede wszystkim młodzi ludzie. Jakiej rady     by im pan udzielił na początku drogi?

  - Pragnę zachęcić młodzież, aby nie spieszyła się z poszukiwaniem wyników,     stabilizacji czy zamożności. Rzeczą najważniejszą jest obrana droga i     powodzenie w pracy nad sobą z myślą o osiągnięciu celu. Ćwiczenia fizyczne     tłumaczą po części siłę karate, ale drugą ważną jej przyczyną jest koncentracja     psychiczna. Wielu młodych ludzi twierdzi, że sprawy ducha ich nie interesują i     chcą się uczyć wyłącznie techniki.

  Tymczasem oddzielenie psychiki od ciała jest zaprzeczeniem drogi karate i   nawet najbardziej wytrwały trening nie doprowadzi do jej istoty.

  Nie jest moim zamiarem zalecać młodym ludziom, aby - tak jak ja - wyjeżdżali w   odludne miejsca i oddawali się wyczerpującemu treningowi. Stanowi to zbyt   wielkie obciążenie dla ducha i ciała i skłania do zupełnego porzucenia ćwiczeń.   Ćwiczyć można w górach, ale i w sercu wielkiego miasta. Najważniejsze jest to,   żeby poświęcić się treningom pełnym zapałem. Każdego dnia przełamywać   swoją słabość i podążać w górę.

  MASUTATSU OYAMA (ur.27 VII 1927) - legendarny twórca potęgi Kyokushin   karate. W wieku 2 lat wyjeżdża do Mandżurii, gdzie uczęszczając do szkoły   podstawowej zaczyna praktykować chińskie kompo. W roku 1936 zdobywa w tej   sztuce walki czarny pas. Po powrocie do Japonii uczęszcza do szkoły lotniczej   Yamanashi. Trenuje karate pod kierunkiem Gichina Funakoshi - człowieka,   który jako pierwszy propagował tę sztukę walki na szeroką skalę. Już jako   18- letni chłopiec Oyama zdobywa II dan. Tuż przed zakończeniem II wojny   światowej, niesiony uczuciami patriotycznymi, wstępuje do specjalnego oddziału   kamikadze, chcąc oddać swe życie za ojczyznę. Po zakończeniu zmagań   wojennych postanawia całkowicie poświęcić się sztuce karate. W tym celu udaje   się na górę Kiyosumi, gdzie samotnie, przez półtora roku, oddaje się fizycznemu   i duchowemu treningowi. Nim to nastąpiło, zajmuje pierwsze miejsce podczas   pierwszych po wojnie otwartych mistrzostw Japonii w karate. Po powrocie z gór   Oyama jako pierwszy w historii karateka decyduje się podjąć walkę z 600 -   kilogramowym bykiem, szukając w niej granic możliwości człowieka.

  Chcąc popularyzować sztukę karate na całym świecie w roku 1952 Oyama   wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez 11 miesięcy daje pokazy walki z   bykami oraz przedstawicielami innych stylów - m.in. z bokserami i dżudokami -   uwieńczone sukcesami Japończyka. "New York Times" opisując jego wyczyny   nazywa go "Boską Ręką". W późniejszym okresie podróżuje, poczynając od   Okinawy, przez państwa Azji studiując różnorodne sztuki walki.

  W 1963 roku powstaje Międzynarodowa Organizacja Karate Kyokushinkai, której   prezydentem zostaje E. Sato, były premier Japonii i laureat Nagrody Nobla.   Kyoku-shin - ekstremum prawdy nazywa Oyama swój styl karate, uważając że   tylko poprzez długotrwały i wyczerpujący trening fizyczno - duchowy człowiek jest   w stanie poznać prawdę o sobie i wszechświecie.